Skip to main content

Web Content Display Web Content Display

Wiadomości

Breadcrumb Breadcrumb

Web Content Display Web Content Display

Prof. Krzysztof Pyrć: Wzrost zakażeń nie powinien nikogo dziwić

Prof. Krzysztof Pyrć: Wzrost zakażeń nie powinien nikogo dziwić

Druga fala pandemii koronawirusa z impetem uderzyła w Polskę. Z dnia na dzień publikowane są informacje o coraz wyższej liczbie chorych na COVID-19. To sprawiło, że od soboty cały kraj znalazł się w czerwonej strefie, dodatkowo wprowadzano kolejne obostrzenia i ograniczenia. O przyczyny tak niepokojącego rozwoju sytuacji i scenariusze na przyszłość zapytaliśmy prof. Krzysztofa Pyrcia, wirusologa z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ.

Łukasz Wspaniały: Czy miesiąc temu spodziewał się Pan aż tak gwałtownego przyrostu zakażeń?

Prof. Krzysztof Pyrć: Oczywiście, że tak.

Z czego to wynikało?

COVID-19 jest chorobą układu oddechowego. Wiemy, że przenosi się przy bliskich kontaktach międzyludzkich. Powrót do normalnego życia po okresie wakacyjnym spowodował znaczne zwiększenie częstości tych kontaktów. A na to nałożyło się, że w warunkach jesiennych - kiedy spada temperatura, zmienia się wilgotność powietrza - zwiększa się efektywność przenoszenia się tego wirusa. Poza tym w momencie, kiedy przyjęliśmy strategię testowania jedynie osób z wyraźnymi objawami, osoby przechodzące chorobę łagodnie lub zakażone bezobjawowo nie podlegały izolacji i przenosiły wirusa dalej. W ramach zespołu ds. COVID-19 przy prezesie Polskiej Akademii Nauk już w połowie sierpnia zwracaliśmy się o wprowadzenie jasnych zasad dotyczących otwarcia szkół.

Jaka może być rekordowa, dzienna liczba nowych przypadków? Jak wynika z modelu Instytutu Pomiarów i Oceny Stanu Zdrowia, kiedy wszyscy dostosujemy się do wytycznych rządu, to 1 lutego 2021 roku w ciągu doby będzie przybywało 21 tys. zakażonych. Jeśli nie będziemy nosić maseczek, liczba ta zwiększy się pięciokrotnie.

Według mnie nie jest aż tak ważne, ile osób zarazi się jednego dnia. Fundamentalne jest, ile z nich zachoruje i ile będziemy mieli ciężkich przypadków. To jest rzecz, której boję się bardziej niż tych wartości, które teraz widzimy. Obraz tej epidemii uśpił nas latem. Spadła śmiertelność. Lekarze nauczyli się, jak postępować z pacjentami. Dowiedzieliśmy się, że podane w odpowiednim momencie sterydy mogą przynieść pozytywny efekt i znacząco zmniejszyć śmiertelność. Z drugiej strony można zakładać, że zniknięcie w maju i czerwcu dodatkowych czynników ryzyka typowych dla zimy, takich jak niska temperatura, suche powietrze, smog i koinfekcje, sprawiło że choroba miały lżejszy przebieg. Co się stanie kiedy powrócą? Tego nie wie nikt, ale jeśli odsetek osób wymagających hospitalizacji nagle wzrośnie do poziomu z wiosny, sytuacja stanie się tragiczna. Czy będzie przybywało 20 tysięcy zakażonych dziennie? Możliwe, przypomnę, że jeszcze do niedawna 1000 przypadków dziennie wydawało się granicą nie do przekroczenia. Obecnie mamy ich ponad 13 tysięcy. Patrząc na to, jaki odsetek przeprowadzonych testów jest pozytywny, to realna wartość jest na pewno wyższa.

Od soboty w całej Polsce obowiązuje strefa czerwona. To wystarczające decyzje, które zatrzymają pandemię?

Dobrze, że je wprowadzono. Musimy odczekać chwilę i zobaczyć, czy uda nam się uniknąć pełnego zamknięcia.

Czy nie za późno?

To jest doskonałe pytanie. Generalnie na pewno jest za późno, aby łagodnymi zaleceniami opanować sytuacje. Tę szansę straciliśmy w sierpniu i wrześniu. W momencie kiedy epidemia doszła do obecnego punktu, nowe restrykcje muszą być tak ostre, aby ją zahamować, bo konsekwencje pełnego lockdownu gospodarki będą dramatyczne. Rozumiem, że decyzja o restrykcjach została podjęta również w oparciu o dostępne modele matematyczne.

Minął tydzień od obowiązkowego zasłaniania ust i nosa w przestrzeni publicznej. Czy wkrótce możemy spodziewać się spadku lub wyhamowania liczby zakażeń?

Mam szczerą nadzieję. Biorąc pod uwagę przebieg epidemii, pierwsze efekty wprowadzenia konkretnych restrykcji widać po upływie około dwóch tygodni. Tak naprawdę coś będziemy wiedzieli za kilka dni. Dowiemy się, czy to wystarczyło, czy czeka nas niestety smutny scenariusz dla społeczeństwa i gospodarki, czyli pełny lockdown. Miejmy nadzieję, że nie będzie to konieczne.

Rząd zapowiedział utworzenie dodatkowych szpitali polowych w każdym województwie. Czy obecna sytuacja nie przypomina tego, co działo się w Europie ponad 100 lat temu w czasie pandemii grypy hiszpanki? Wówczas też hale fabryczne czy magazyny przerabiano na tymczasowe szpitale.

Oczywiście, że przypomina. Bardzo niepokojące jest to, że to co dzieje się u nas, jest dokładnie takie samo jak przed wiekiem. Wówczas pierwsza fala nie była aż tak niszczycielska. Latem wszyscy się uspokoili się, przestali się stresować i byli nieprzygotowani na nadejście drugiej fali. Dziś mamy taki sam scenariusz. Wierzymy, że ta epidemia już powoli wygasa. Nie chcę spekulować, jaka może być jej skala w okresie jesienno-zimowym. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie miała nic wspólnego z grypą hiszpanką. Przypomnę, że według szacunków zmarło na nią kilkadziesiąt milionów osób.

Cały świat poszukuje recepty na koronawirusa. Wcześniej powstanie lek czy szczepionka na COVID-19?

Tego nie wie nikt. Mamy w tej chwili około 200 zaawansowanych inicjatyw, których celem jest stworzenie skutecznej szczepionki na SARS-CoV-2. Jeżeli te wysiłki będą skuteczne, to może okazać się, że już na początku przyszłego roku będziemy mieli pierwsze produkty, które będzie można podać pacjentom. Natomiast nie ma żadnych gwarancji, że szczepionka będzie skuteczna. Nie wiem w tym momencie, czy to co powstanie, będzie w jakikolwiek sposób dla nas ochroną, czy po prostu będzie to do niczego nadający się produkt, który albo nie będzie bezpieczny, albo - co jest bardziej prawdopodobne - nie będzie skuteczny.

Można zakładać, że pojawienie się skutecznej szczepionki zahamuje pandemię, ale choroba raczej z nami zostanie. Będzie krążyć w ludzkiej populacji. Stworzenie leku będzie więc kluczowe, by dalej ratować osoby będące w grupie ryzyka i pozwoli przygotować się na nadejście kolejnego wirusa z tej rodziny, który niewątpliwie przyjdzie prędzej czy później.

Po jakim czasie od pojawienia się szczepionki na rynku farmaceutycznym będzie mógł zaszczepić się przeciętny Kowalski? Czy będzie ona ogólnodostępna? A może zdobycie jej będzie niemal niemożliwe, jak obecnie w przypadku szczepionki na grypę?

To jest kolejny aspekt, o którym należy pamiętać, że jeśli szczepionka będzie dostępna na początku przyszłego roku, nie oznacza, że wszyscy ją otrzymamy w ogóle w 2021 roku. Pamiętajmy, że to będzie olbrzymia operacja logistyczna, a możliwości produkcyjne też są ograniczone. Stworzenie szczepionki nie będzie równoznaczne z tym, że kupimy ją w aptece w ciągu kilku dni. Ten czas będzie na pewno długi.

Czy jest Pan w stanie przewidzieć najwcześniejszy termin zakończenia walki z COVID-19 i stopniowego powrotu do stanu sprzed pandemii?

Mam nadzieję, że jest to ostatni taki sezon i że uda się wyprodukować skuteczną szczepionkę. Można patrzeć na historyczne dane dotyczące podobnych epidemii, ale jak będzie w tym przypadku?

Recommended
Prof. Beata Kowalska rzeczniczką praw i wartości akademickich UJ
Prof. Beata Kowalska rzeczniczką praw i wartości akademickich UJ
Trwa instalacja kriomikroskopu elektronowego w NCPS Solaris
Trwa instalacja kriomikroskopu elektronowego w NCPS Solaris
35 naukowców Uniwersytetu Jagiellońskiego laureatami Miniatury 4
35 naukowców Uniwersytetu Jagiellońskiego laureatami Miniatury 4
Międzyuczelniane Centrum Badań Witrażowych ma nową radę
Międzyuczelniane Centrum Badań Witrażowych ma nową radę

Web Content Display Web Content Display

Znajdziesz nas tutaj