Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Wiadomości

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Biolog: Powrót do normalności możliwy pod jednym warunkiem

Biolog: Powrót do normalności możliwy pod jednym warunkiem

5 stycznia resort zdrowia poinformował o 7624 nowych zakażeniach koronawirusem. Jest to wzrost przypadków w porównaniu do danych z wczoraj. Tym samym na COVID-19 zachorowało już ponad 1,3 mln Polaków. Kiedy pandemia wyhamuje? W jaki sposób powinno zachęcać się do szczepień? Jak długo będziemy musieli nosić maseczki ochronne? M.in. te kwestie poruszyliśmy w rozmowie z dr. Rafałem Mostowym, biologiem w Małopolskim Centrum Biotechnologii UJ.

Łukasz Wspaniały: Przed świętami Bożego Narodzenia sporo mówiło się o nowej mutacji koronawirusa, którą wykryto w Wielkiej Brytanii. Czy możliwe, że ta odmiana nie dotarła jeszcze do Polski?

Dr Rafał Mostowy: Moim zdaniem szanse są bliskie zeru. Wiemy, jak błyskawicznie rozprzestrzenia się nowy szczep wirusa. Jego obecność potwierdzono już poza Wielką Brytanią zarówno w większości krajów Europy Zachodniej, jak i Ameryce Północnej czy Australii. Wielu naszych rodaków mieszkających na Wyspach i w innych państwach Starego Kontynentu spędziło święta w Polsce. Gdyby jednak jakimś cudem ta mutacja jeszcze do nas nie dotarła, zaraz będzie. Jest to nieuniknione.

Dlaczego do tej pory w Polsce robiono tak mało badań pod kątem sekwencjonowania wirusa?

Sekwencjonowaniem SARS-CoV-2 zajmowała się między innymi chociażby nasza zaprzyjaźniona grupa dr. hab. Pawła Łabaja w Małopolskim Centrum Biotechnologii UJ. W skali kraju jest to robione w małych ilościach i wybiórczo. Są to niewystarczające działania, by móc prowadzić odpowiedni nadzór epidemiologiczny w formie genetycznej. Za przykład niech posłuży Wielka Brytania, w której pod tym kątem izoluje się ponad tysiąc próbek dziennie. Dzięki temu Brytyjczycy mają bardzo dobre rozeznanie na temat różnorodności genetycznej wirusa w różnych regionach kraju.

Najbliższe dni powinny dać nam ostateczną odpowiedź, czy świąteczne spotkania przyczyniły się do ponownego przyspieszenia pandemii. Dane o potwierdzonych przypadkach zakażeń z pierwszych pięciu dni tego roku są następujące: prawie 36 tys. zachorowań i ponad 178 tys. wykonanych testów. Jak interpretować te liczby?

Wydaje mi się, że jest jeszcze za wcześnie, by dać ostateczną odpowiedź. Pojedyncze liczby nic nam nie mówią. W ostatnich dniach nie widzę jasnego trendu: ani spadkowego, ani wzrostowego, co oznaczałoby, że nie jest szczególnie dobrze czy źle. Patrząc na historię epidemii od września, liczba testów rośnie ze wzrostem zakażeń, ponieważ testowanie u nas jest ściśle powiązane z objawowością. Radziłbym poczekać jeszcze kilka, kilkanaście dni.

Wkrótce będziemy mieli dostęp do 3 rodzajów szczepionek. Co o nich wiemy? Czym różnią się one między sobą?

Szczepionki przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2 powstały, aby zatrzymać pandemię i przywrócić na świecie normalność. Mimo że różnią się między sobą sposobem działania, łączy je jedno - mają być skuteczne i bezpieczne. Szczepionki Pfizera i Moderny są oparte na RNA. Z kolei ta od AstraZeneca, tzw. oksfordzka, na DNA. Pierwsze z nich zawierają informację genetyczną w postaci mRNA pozwalającą na produkcję w komórce wybranych białek wirusa, które następnie są prezentowane na powierzchni komórek układowi immunologicznemu. mRNA nie wnika do jądra komórkowego, gdzie znajduje się DNA i nie może wpływać na genom osoby zaszczepionej. Cząsteczka RNA po wytworzeniu białka ulega szybkiej degradacji. Natomiast szczepionka oksfordzka opiera się o wektory, którymi są aktywne wirusy, niespokrewnione z SARS-CoV-2. Są one tak genetycznie zmodyfikowane, żeby nie wywoływać choroby a jedynie pobudzić układ odpornościowy. Po dostaniu się do komórki człowieka są one w stanie wytworzyć wybrane białka patogenu, przeciwko któremu ma być skierowana reakcja immunologiczna organizmu. Szczepionka AstraZeneca jest tańsza w produkcji i łatwiejsza w dystrybucji. Może ona odegrać ważną rolę w kontekście szczepienia krajów Trzeciego Świata, co będzie niesamowicie ważne w celu spowolnienia i powstrzymania pandemii.

Lepiej zaszczepić się tą, która będzie dostępna w danym momencie? Czy możemy poprosić lekarza, by zaaplikował nam najodpowiedniejszą dla naszego organizmu?

Wydaje mi się, że w początkowej fazie szczepień nie będziemy mieć takiego wyboru. Warto więc zaszczepić tym, co będzie. Najistotniejsze jest, by zaszczepić jak najwięcej ludzi w jak najkrótszym czasie pełną dawką (dwa ukłucia). Oczywiście są osoby ze wskazaniami medycznymi czy neurologicznymi, które nie będą mogły się zaszczepić. Ich odsetek jest na szczęście niewielki. Pamiętajmy, że nieszczepione na ten moment będą także dzieci. W tym przypadku jest to już stosunkowo duża grupa populacji. Dlatego tak ważne jest, by szybko zaszczepić osoby starsze, które z jednej strony są bardzo narażone na chorobę, a z drugiej strony mają kontakt z wnukami czy prawnukami.

Osoby zaszczepione będą mogły liczyć na pewne przywileje, np. nie będą wliczane do limitu pięciu osób na imprezach organizowanych w domu. Być może zostaną wprowadzone kolejne rozwiązania zwalniające je z zasad bezpieczeństwa. Czy wśród nich powinien zostać zniesiony nakaz noszenia maseczek?

Maseczki powinniśmy nadal nosić z prostego powodu. Nie wiemy, na ile szczepionki redukują transmisję wirusa. Jest bardzo prawdopodobne, że osoba zaszczepiona nadal będzie mogła zakażać. Poza tym zanim osiągniemy poziom odporności populacyjnej, minie trochę czasu. Do wtedy potrzebujemy wszystkiego, co mamy, żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Dlatego póki nie będziemy mieć wysokiego poziomu zaszczepienia społeczeństwa, zakrywajmy nos i usta. Chociażby z psychologicznego punktu widzenia będziemy się wtedy czuć bezpieczniej.

Eksperci wskazują, że jeśli zaszczepi się min. 60-70 proc. Polaków, to w trzecim kwartale 2021 roku możemy oczekiwać końca pandemii. Uda nam się to osiągnąć?

Zastanawiam się, czy zaszczepimy aż tak dużą część populacji i czy nastąpi to w tym roku. Obawiam się, że możemy nie zdążyć w 2021. Głównym problem będzie niechęć do szczepionek. Z ostatnich badań opinii publicznej wynika, że nie zaszczepi się 44 proc. ankietowanych. Namówienie tych osób nie będzie proste.

Jak zatem przekonać niezdecydowanych?

Przede wszystkim Polacy powinni mieć łatwy dostęp do rzetelnych danych na temat szczepionek, by mogli w szybki sposób rozwiać swoje wątpliwości. Ważne są działania uświadamiające, które pokazują, w jaki sposób działa szczepionka. Zdaję sobie sprawę, że samymi argumentami nie osiągniemy pełnego sukcesu. Dziś mamy do czynienia z niesamowicie szybko rozprzestrzeniającymi się fałszywymi informacjami. Wystarczy jeden krótki, straszący nagłówek, by zniszczyć godziny tłumaczenia i przekonywania przez ekspertów. Jesteśmy biologicznie uwarunkowani na reagowanie na straszenie. To ogromny problem. Będziemy musieli bardziej wynagradzać ludzi, którzy się szczepią i w jakiś sposób karać tych, którzy tego odmówią.

Antyszczepionkowcy argumentują, że szczepionki mRNA opracowano w wyjątkowo szybkim tempie, co jest nieprawdą. Ile lat naukowcy pracowali nad tą technologią?

Nie jest prawdą, że te badania rozpoczęły się wraz z wybuchem pandemii. Badania nad szczepionką mRNA trwają od 30 lat. Jej wersja przeciwko COVID-19 jest uwieńczeniem tych starań. Do tego trzeba pamiętać, że prędkość stworzenia szczepionek Pfizera/BioNTecha i Moderny jest częściowo wynikiem skróconego czasu trwania badań klinicznych z uwagi na trwającą pandemię. W takich badaniach klinicznych naukowcy czekają na odpowiednią liczbę zakażeń, żeby móc przetestować skuteczność szczepionki. Normalnie czekalibyśmy na to latami. W tym wypadku mamy szalejącą pandemię, a wyznaczony poziom zakażeń został osiągnięty w kilkanaście tygodni z uwagi na tak wielu chorych.

Polacy nie chcą się szczepić, ale wydają rekordowe sumy na suplementy diety leczące choroby, które nie istnieją. Czy to ma sens?

Mamy tutaj do czynienia z kilkoma zjawiskami. Po pierwsze z natury mamy skłonność do wierzenia w to, co chcemy i generalnie szukamy potwierdzenia własnych przekonań i racji. Nasz system edukacji nie uczy krytycznego myślenia, tylko raczej iluzji posiadania racji za wszelką cenę. W efekcie tego mamy społeczeństwo, które woli słuchać wróżbitów niż głosu przedstawicieli środowiska naukowego. Po drugie stan naszej medycyny w praktyce jest daleki od poziomu rozwoju naukowego. Lekarze często nie stosują się do obowiązujących praktyk medycznych. Za przykład niech posłużą antybiotyki, które w przypadku zakażeń wirusowych, mimo oficjalnych wytycznych, są nagminnie stosowane przez lekarzy. Po trzecie żyjemy w bańkach informacyjnych, jednocześnie nieustannie będąc bombardowani nieprawdziwymi informacjami. Nie mamy narzędzi, by móc oddzielić prawdę od fałszu. Na świecie na COVID-19 zaszczepiono już kilka milionów osób. Skutków ubocznych po podanej szczepionce jest niewiele, ale każdy z nich jest rozdmuchiwany do kolosalnych proporcji. W ten sposób powstają i szerzą się plotki, że szczepionki są niebezpieczne, a społeczeństwo je bierze za fakt.

Szczepionki są obecnie jedynym sposobem na pokonanie pandemii SARS-CoV-2. Czy w tym roku możemy spodziewać się także skutecznego leku na COVID-19?

W drugiej i trzeciej fazie klinicznej mamy już kilkanaście produktów. Spodziewam, że jeszcze w tym roku niektóre z nich zostaną zatwierdzone i trafią do sprzedaży. Trzeba jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze leki mają dużo częstsze efekty uboczne niż szczepionki, przy których pojawiają się one raz na kilkadziesiąt tysięcy przypadków. Po drugie leki nie są profilaktyczne. Wiele z nich to substancje antywiralne, które blokują replikację wirusa. Stosujemy je w odpowiedzi na zakażenie. Dlatego istnieje większe prawdopodobieństwo ewolucji wirusa i nabrania przez niego odporności na leki, bo wystarczy raz czy dwa go nie zażyć, żeby tak mogło się stać. Pamiętajmy, że leki nigdy nie zastąpią szczepionek. Moim zdaniem będą drugą linią obrony w walce z COVID-19.

Na koniec chciałem spytać o najbliższe tygodnie. Jakie jest ryzyko trzeciej fali pandemii w Polsce i kiedy ewentualnie możemy spodziewać się kumulacji nowych zakażeń?

Według mnie mamy cały czas drugą falę. Mieliśmy rzeczywiście spadek zakażeń w grudniu, ale ich liczba nadal jest spora i nie maleje. Nie potrafię przewidzieć, czy wskaźniki znów wyraźnie pójdą w górę. Musimy obserwować, co dzieje się w innych krajach i być przygotowani na różne scenariusze. Na pewno mamy przed sobą długą i wyboistą drogę. Jedyną naszą nadzieją, by ją skrócić, jest szczepionka. Im dłużej wirus z nami pozostanie, tym więcej będzie jego mutacji i tym większa szansa, że pojawi się jakiś szczep, który „ucieknie” szczepionce. Dlatego tak ważne jest, żeby jak najwięcej osób zaszczepiło się, by zredukować ilość wirusa. Wtedy też będziemy mogli dużo lepiej kontrolować przyszłe wybuchy epidemii.

A co z luzowaniem obostrzeń? Kiedy zjemy posiłek w restauracji, pójdziemy do kina czy na siłownię?

Przy poziomie zakażeń na obecnym poziomie będą to niezwykle trudne decyzje. Moim zdaniem kluczowa będzie kwestia szkół. Większość ekspertów jest zdania, że placówki edukacyjne powinny być zamykane jako ostatnie. Zamknięte szkoły są ogromnym kosztem społecznym. Jeśli liczba nowych przypadków koronawirusa spadnie, będzie można zacząć powoli odmrażać gospodarkę. Gdyby pandemia przyspieszyła, nie liczyłbym na jakiekolwiek łagodzenie obostrzeń w najbliższych tygodniach.

Polecamy również
Jak pandemia wpływa na zdrowie psychiczne i edukację dzieci?
Jak pandemia wpływa na zdrowie psychiczne i edukację dzieci?
Trzech naukowców z UJ z Nagrodą Duncana Blacka
Trzech naukowców z UJ z Nagrodą Duncana Blacka
Uniwersytet Jagielloński upamiętnia rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau
Uniwersytet Jagielloński upamiętnia rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau
UJ gra z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy
UJ gra z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Znajdziesz nas tutaj