Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Wiadomości

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Jak rekordowe tłumy wpływają na tatrzańską przyrodę? [ROZMOWA]

Jak rekordowe tłumy wpływają na tatrzańską przyrodę? [ROZMOWA]

Takich tłumów, jak w minione wakacje, w Tatrach jeszcze nie widziano. Na najpopularniejszych szlakach tworzyły się zatory, turyści pozostawili po sobie mnóstwo śmieci. Zdarzały się też skandaliczne przypadki drażnienia dzikich zwierząt. O tym, jak dzisiejsza turystyka wpływa na najwyższe polskie góry, rozmawiamy z dr hab. Elżbietą Gorczycą, prof. UJ z Zakładu Geomorfologii Wydziału Geografii i Geologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Łukasz Wspaniały: Nie ma jeszcze danych za sierpień, ale minimum 770 tysięcy turystów odwiedziło Tatrzański Park Narodowy w lipcu. Statystyki te nie obejmują wjazdu kolejką na Kasprowy Wierch oraz wejść do Doliny Lejowej i Chochołowskiej. Bardzo możliwe, że w ciągu jednego miesiąca Tatry odwiedziło ponad milion turystów. Czy tatrzańska przyroda poradzi sobie z tak ogromnymi tłumami?

Dr hab. Elżbieta Gorczyca, prof. UJ: To trudne pytanie. Przyroda może ucierpieć i na pewno takie straty są, ale też ma szanse na odbudowę i powrót do lepszego stanu. W dużym stopniu to zależy od nas. Dla zwierząt jest to niewątpliwie trudny czas. Zapachy, jakie niosą z sobą ludzie, hałas, śmieci to duży stres, ale i zagrożenie dla ich zdrowia i życia, zwłaszcza jeśli chodzi o pozostawione w parku śmieci czy resztki jedzenia. No i jeszcze niewłaściwe zachowanie ludzi wobec spotkanych na szlaku zwierząt jak dokarmianie, drażnienie a nawet zabijanie. Roślinność może także ucierpieć, a konsekwencją jej zniszczenia jest uruchomienie procesów erozyjnych na szlakach. No i jeszcze kwestia wody - jej zanieczyszczenia wzdłuż szlaków. Na szczęście szczyt sezonu letniego to niespełna 2 miesiące. Pozostałe to czas na regenerację, co nie oznacza, że nie można byłoby ograniczyć liczby turystów na najbardziej uczęszczanych trasach.

Władze TPN-u chcą stawiać na edukację. Uważają, że wprowadzenie limitów wejść na szlaki to ostateczność i na dziś nie planują takich rozwiązań. Czy jednak już teraz nie należałoby radykalne ograniczyć liczbę turystów?

- Edukacja to podstawa. Kluczowe jest, żeby prawidłowa postawa turysty nie wynikała z zakazów i strachu przed potencjalną karą, ale ze świadomości ekologicznej, odpowiedzialności za wspólne dobro, jakim jest przyroda TPN. Górnolotnie można powiedzieć - z miłości do gór. Należy sobie jednak postawić pytanie, czy każdy turysta wchodzący do TPN jest otwarty na edukację. I tu niestety jestem pesymistką. Świetne akcje prowadzone przez TPN, informacja w parku jak i bardzo dobra strona internetowa nie trafiają do każdego.

Jeśli chodzi o drugą część pytania, to rozumiem obawy władz parku przed wprowadzeniem limitów wejść na szlaki, bo to spotka się z wielkim niezadowoleniem i protestami. Z jednej strony parki narodowe są dobrem całego społeczeństwa, ale z drugiej ich wartość przyrodnicza i kulturowa zależy od skutecznych działań ochronnych prowadzonych przez władze parku. Prywatnie uważam takie limity za zasadne. Każda ścieżka czy droga, ma swoją przepustowość i pojemność. I to można oszacować dla każdego szlaku. Można tym samym wprowadzić limity dzienne lub godzinne wejść na dany szlak. Oczywiście to wywołałoby falę niezadowolenia, ale w wielu miejscach są ograniczenia, jak na przykład w pociągach czy na koncertach. To też zapewniłoby komfort bycia w górach tym turystom, którzy weszliby do parku.

Turystów w górach przybywa z roku na rok, a wraz z nimi jest więcej śmieci, czego dowodem są wyniki tegorocznej akcji "Czyste Tatry". Wolontariusze zebrali niemal 600 kg odpadów.

- Turystów przybywa, ale ten rok był wyjątkowy ze względu na ograniczenia w wyjazdach zagranicznych. Być może po pandemii SARS-CoV-2 liczba turystów w Tatrach wróci do tej sprzed pandemii. To jednak nie zmienia faktu, że turystów w górach jest bardzo dużo, a co za tym idzie pozostawiają po sobie śmieci. W tym roku była już dziesiąta edycja akcji sprzątania "Czyste Tatry". Problem zaśmiecania szlaków górskich wciąż jest w Polsce aktualny. Turyści zostawiają plastikowe butelki, puszki, papierki po żywności czy niedopałki papierosów. Hasło „Co przyniosłeś w góry, zabierz z sobą na dół” dla wielu osób to puste słowa. Ale jeśli ktoś śmieci tam, gdzie mieszka na co dzień, to zrobi to samo w parku narodowym. Na takie zachowania tak naprawdę nie ma żadnego kulturalnego czy cenzuralnego określenia. Należy się cieszyć, że są ludzie, którzy chcą te śmieci sprzątać.

Wzmożony ruch turystyczny generuje też rekordową ilość ścieków, a jedynie 2 obiekty na terenie TPN-u są podłączone do sieci kanalizacyjnej - hotel górski na Kalatówkach oraz od czerwca br. schronisko na Hali Kondratowej. Przy pozostałych działają zbiorniki bezodpływowe, z których nieczystości są wywożone poza teren parku. Część z nich posiada też biologiczne oczyszczalnie ścieków, ale to niewystarczające rozwiązanie. Jak bardzo ścieki ze schronisk zagrażają wodzie już u jej źródeł?

- Zrzuty ścieków ze schronisk tatrzańskich oraz śmiecenie skutkuje przede wszystkim obecnością w wodzie związków azotu, fosforu i chlorków. Intensywna turystyka górska oraz punktowe źródła zanieczyszczeń ze schronisk stanowią niewątpliwie zagrożenie dla jakości wody. Badania nad jakością wody były i są prowadzone przez pracowników Zakładu Hydrologii Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Z opracowań tych wynika, że pomimo zanieczyszczenia wody, dobre warunki tlenowe i turbulentny przepływ wody w potokach tatrzańskich przyczyniają się do jej samooczyszczania. Gorsza sytuacja może być w stawach. Oczywiście nie jest to usprawiedliwienie dla zanieczyszczania wód i te pozostałe sześć schronisk bez kanalizacji powinno wypracować takie rozwiązania, które nie powodowałyby wzrostu stężenia związków biogennych w wodach tatrzańskich.

Rosnący ruch turystyczny jest niebezpieczny dla natury także z innego powodu. Ludzie często schodzą z wyznaczonych szlaków, powodując tak zwaną erozję turystyczną, co szczególnie widoczne jest w Tatrach Zachodnich.

- Problem tzw. erozji turystycznej jest mi bardzo dobrze znany. Badania nad tym zagadnieniem prowadzimy w Zakładzie Geomorfologii od ponad 20 lat. Zwieńczeniem tych prac jest opracowanie „Geomorfologiczne skutki gospodarki turystycznej w Tatrach” autorstwa dr Joanny Fidelus-Orzechowskiej, prof. Kazimierza Krzemienia i mojego. Mamy rozpoznanie całej sieci ścieżek i dróg turystycznych w TPN. Tatry to góry wysokie, stoki są długie i mają zwykle duże nachylenia, a to warunkuje dużą energię rzeźby. Ścieżki i drogi ze względu na to, że są pozbawione roślinności i mają przebieg linijny, stanowią strefy koncentracji wód opadowych i roztopowych. Zwłaszcza jest to dobrze widoczne na stokach o dużych nachyleniach. Woda na szlakach ma duży potencjał erozyjny. Rozcina powierzchnię stoku i niszczy nawierzchnię szlaków turystycznych. Później w te strefy wkraczają inne procesy rzeźbotwórcze związane z wiatrem czy śniegiem. Kolejna kwestia dotyczy utrzymania nawierzchni ścieżek i dróg turystycznych. Jeśli są one śliskie i błotniste, turyści je omijają, wyznaczając ścieżki alternatywne. W ten sposób zamiast jednej mamy po kilka równoległych względem siebie. Taka sytuacja jest niekorzystna zarówno z punktu widzenia ochrony przyrody, jak i walorów krajobrazowych. Powstawanie takich szerokich stref zdegradowanych to także efekt dużej liczby turystów na szlakach, zwłaszcza w punktach widokowych, gdzie każdy chciałby znaleźć dla siebie jakiś kawałek stoku i odpocząć, podziwiając widoki.

Utrzymanie ścieżek i dróg w parku jest niewątpliwie niełatwym zadaniem dla pracowników TPN. Prace te są prowadzone regularnie, nawierzchnie szlaków naprawiane a ruch kanalizowany przez odpowiednie zabezpieczenia. Ale naturalnych procesów nie da się całkowicie zatrzymać. Można je jedynie spróbować kontrolować, a skutki ograniczyć.

Po słowackiej stronie Tatr spora część szlaków jest zamknięta dla turystów w okresie od 1 listopada do 15 czerwca. Czy takie przepisy powinny zostać wprowadzone także u nas?

- Na to pytanie nie mam jednoznacznej odpowiedzi, bo z jednej strony w okresie wiosny i jesieni, kiedy ścieżki i drogi są przepojone wodą, procesy erozyjne działają w dwójnasób. Zimą z kolei Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe ma więcej pracy z turystami nieprzygotowanymi do trudnych warunków na szlakach. Ale z drugiej strony jest to czas, kiedy jest mniej turystów w Tatrach i można swobodnie wędrować po górach. Oczywiście niektóre szlaki mogłyby być zamknięte. Na pewno nie stanowiłoby wielkiego problemu.

Tatry to także długie tradycje narciarskie. Polskie Koleje Linowe zamierzają znacznie rozbudować infrastrukturę narciarską w rejonie Kasprowego Wierchu i Doliny Goryczkowej. W planach jest m.in. przedłużenie istniejącego wyciągu narciarskiego wraz z przebudową nartostrady do Kuźnic oraz wprowadzenie sztucznego naśnieżania. Czy nie są to inwestycje zbyt daleko ingerujące w tereny chronione?

- To byłaby na pewno bardzo duża ingerencja w obszarze chronionym i według mnie niepotrzebna. Narciarstwo można uprawiać w innych górach. Obszar TPN jest naprawdę nieduży. Sztuczne naśnieżanie jest dla mnie pomysłem zupełnie nietrafionym i szkodliwym dla środowiska przyrodniczego i mam nadzieje, że nie dojdzie do realizacji tych inwestycji.

Na koniec chciałbym poruszyć kwestię Doliny Chochołowskiej i jej okolic. Tereny te są w rękach prywatnych, a zarządza nimi Wspólnota Witowska. Mimo że znajdują się w granicach Tatrzańskiego Parku Narodowego, prowadzona jest tam gospodarka leśna. Jak to możliwe?

- Właścicielami znacznej części Doliny Chochołowskiej jest Wspólnota Leśna Ośmiu Wsi z siedzibą w Witowie. Historia zakupu tej części Tatr jest bardzo zawiła, a w rękach Wspólnoty, z różnymi przerwami, jest już od 200 lat. Obecnie liczy ona bardzo wielu współwłaścicieli, którzy wraz z rodzinami bez przeszkód prowadzą gospodarkę leśną na terenie TPN. Niestety po wiatrołomie w 2013 roku i gradacji kornika ta gospodarka jest prowadzona w sposób niezrównoważony. Degradacja Doliny Chochołowskiej widoczna jest gołym okiem. Tak intensywna gospodarka leśna spowodowała, że nikomu nie poleciłabym wycieczki do Doliny Chochołowskiej poniżej schroniska na Polanie Chochołowskiej.

Niedawno pojawił się postulat wykupienia Doliny Chochołowskiej. Przeciwni planom Ministerstwa Klimatu i Środowiska są lokalni politycy, którzy zasiadają równocześnie we władzach Wspólnoty Witowskiej. Czy władze parku osiągną kompromis z osobami, które gospodarują tymi terenami?

Pod takim postulatem na pewno podpisaliby się wszyscy, którym zależy na tatrzańskiej przyrodzie. Uważam, że jest to bardzo dobry pomysł i powinien zostać zrealizowany. Czy to się uda w najbliższym czasie? Raczej nie, ale warto o to zabiegać i wypracować rozwiązanie korzystne dla obydwu stron.

Polecamy również
Warsztaty Popular Respublica Litteraria na Wydziale Polonistyki UJ
Warsztaty Popular Respublica Litteraria na Wydziale Polonistyki UJ
Naukowcy z UJ rozwijają badania nad nanoklatkami białkowymi
Naukowcy z UJ rozwijają badania nad nanoklatkami białkowymi
UJ zorganizuje kursy przygotowawcze do podjęcia studiów w Polsce
UJ zorganizuje kursy przygotowawcze do podjęcia studiów w Polsce
Wizyta młodych ludzi z całego świata w ramach projektu "Pociąg Pamięci"
Wizyta młodych ludzi z całego świata w ramach projektu "Pociąg Pamięci"

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Znajdziesz nas tutaj